„Kardynał niedonoszony”

jan kazimierz
„Jego Najjaśniejsza wysokość”

Jeśli w życiu nie mieliście szczęścia z kobietami, to być może interesuje was kariera kościelna? Nie? A jeśli powiem wam że nie trzeba do tego przyjmować żadnych ważnych ślubów i wyrzeczeń, a stawką jest 10 tysięcy talarów rocznie? Lepiej?

Taka oferta przekonała naszego króla Jana Kazimierza. Królewicz w roku 1643, sfrustrowany tym, iż nie może sobie znaleźć dobrej partii, ani nakłonić starszego braciszka o żadną ziemię i bogactwa, postanowił zostać nowicjuszem Towarzystwa Jezusowego. Tia. Zataił swój zamiar przed Władysławem i wyjechał do Włoch. Ale wkrótce tak czy siak prawda wyszła na jaw. Władysław IV był zdenerwowany. Baaardzo zdenerwowany. Postanowił za wszelką cenę zatrzymać brata, pisząc w tej sprawie do samego papieża i nękając jezuitów.

władysław IV
„Mam nadzieję, Jasiu, że nie chcesz być księdzem?”

Napotykając tak silny sprzeciw, papież Innocenty X nadał Jasiowi tytuł „kardynała diakona” czyli raczej bardziej dworski niż duchowny. Pozwoliło to na ustępstwa w stylu „synu, możesz bez utraty honoru opuścić nasz zakon”. Dzięki temu jezuici uniknęli dalszych kłopotów z królem Władysławem.

Tytuł dawał mu 10 tysięcy talarów rocznie, jak już wspominałem, i ogólnie sporo prestiżu, ale pojawił się pewien problem. Mianowicie, gdy kilka dni po jego nadaniu, przeniesiono mu jego biret kardynalski i list gratulacyjny zauważył że nie ma w nim tytułu „Jego Najjaśniejsza Wysokość” jaki figurował w dworskich listach. Prawo kościelne pozwalało tylko i wyłącznie na tytuł „eminencja” a to o wiele za mało żeby zaspokoić czyjeś ego. Nakazał się zwracać doń „wasza Najjaśniejsza Wysokość” i groził że „obiję gębę każdemu kto by go inaczej tytułował”. Awantura miała burzliwy przebieg, a skończyła się tym że obrażony królewicz zrezygnował z godności kardynała, podwinął kitę i czmychnął do Polski. W dobrym momencie, bo akurat zmarł jego bratanek i planowany następca tronu Rzeczypospolitej Zygmunt. Zatem stał się on pierwszym kandydatem na sukcesora. Oczywiście, jeszcze wtedy nie wiedział co go czeka…