Nocleg i wyżywienie w Królestwie Polskim

gospodaJak wyglądały hotele dla turystów w dawnym Królestwie Polskim? Cóż, może nie „hotele” a raczej bardziej „gospody”, ale wiadomo o co chodzi.

Gospoda w staropolszczyźnie oznacza miejsce do nocowania. Wspólnie, więc raczej można było się pożegnać z własnym pokojem. Tych było mało, były drogie i zazwyczaj zajmowali je najbogatsi.

Wielu cudzoziemców przybywających do nadwiślańskiego kraju musiało się liczyć z tym, że co prawda dostaną nocleg w ogrzewanej izbie, ale będą musieli spać na podłodze. Pokrytej słomą dla wygody, ale niemniej jednak podłodze. Na której spali nie tylko inni ludzie ale także i cielęta. Mało komfortowa sytuacja w mojej ocenie.

Nic dziwnego, że w ocenach cudzoziemców nasze zajazdy otrzymywały niskie noty. No, ale przynajmniej jedzenie było tańsze niż na zachodzie.

Anglik Frynes Moryson, który podróżował po Polsce zalecał, aby jadąc do niej zabrać ze sobą łóżko, które można by w razie potrzeby wyjąć i na nim się ułożyć, by nie spać na ziemi, a mieć przy tym zapewnione mięso i napitek.

Jak zawsze praktyczni magnaci polscy opracowali inną taktykę. Gdy zajeżdżali do gospody rzucali na podłogę swoje własne futra i przynosili własne jedzenie. Zawsze to jakaś strategia.